Ludzkie sprawy z muzyką w tle
Cykl: Blogowe spotkania literackie

Czarne dziury charakteru K.M. Wojewodzic, to nie jest lektura, która wciąga od pierwszej do ostatniej strony. To książka, której warto poświęcić nieco dłuższą chwilę, zatrzymać się przy opowiadaniach i zarezerwować czas na refleksję. Publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Sorus w 2026 roku. Sięgnęłam po nią, ponieważ mnie zaciekawiła. Szczególnie interesowały mnie inspiracje muzyczne.
Lektura zbioru opowiadań pod tytułem Czarne dziury charakteru była ciekawym doświadczeniem. Lubię twórczość literatów i artystów, u których dziedziny sztuki się przenikają. Inspiracją do tworzenia może być wszystko: życie codzienne, wydarzenia, ludzie, również sztuka. W tym przypadku była to muzyka, choć nie wykluczam innych źródeł weny. Muzyka często towarzyszy człowiekowi od najmłodszych lat, więc to naturalne, że odgrywa tak ważną rolę w opowiadaniach K.M. Wojewodzic. Stała się ważnym elementem spajającym opowiadania. Piosenki są inspiracją. Uzupełniają fabułę utwory grupy Pink Floyd. W opowiadaniach znajdziemy również fragmenty piosenek takich artystów, jak Budka Suflera, Maanam, The Rolling Stones, Madonna, Eminem i wielu innych. Cenne w tej publikacji jest właśnie to, że przypomina czytelnikowi utwory muzyczne, które z pewnością były popularne.
Piosenki są również tekstami kultury, które gromadzą wokół siebie rzeszę odbiorców. Mogą być utworami kojarzonymi nie tylko z anten radiowych, telewizyjnych, czy portali do odsłuchiwania muzyki. Muzyka towarzyszy człowiekowi w różnego rodzaju momentach życiowych, tych mniej lub bardziej szczęśliwych. Przy muzyce świętujemy, spotykamy się z ludźmi bliskimi i tymi, z którymi łączy nas dalsza relacja. Przy piosenkach pracujemy, zawodowo, dążymy do spełnienia marzeń. Pogrążamy się w refleksji, rozstajemy się lub żegnamy się. Myślę, że to jeden z powodów, dzięki któremu tak łatwo i naturalnie udało się muzykę wpleść w historie bohaterów opowiadań. Bohaterów, którzy mierzyli się ze swoim losem. Losem, który zaplanował dla nich scenarzysta tych opowieści, K.M. Wojewodzic. Muzyka nadała klimat tym historiom.
Skąd tytuł Czarne dziury charakteru? Należałoby szukać odpowiedzi w ostatnim z utworów, w Baśni o czarnych dziurach. Utwór stylizowany jest na bajkę, zaczynając się od słów: Dawno, dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma morzami był sobie kraj. A w nim Wielka Czarna Dziura. Indywidualna, lecz nie jedna, nie dwie. Tysiące. Miliony. (…) Czym więc są czarne dziury? Momentami w życiu? Wspomnieniami? A może emocjami? Wszystkim tym, co zostaje w nas i odkłada się latami, by w końcu eksplodować? Wszystkim tym, co krąży obok siebie?
Metaforyczny wymiar opowiadań widać nie tylko w Baśni o czarnych dziurach, ale również w pozostałych utworach. Widać również pracę z formą. Znajdziemy tu opowiadania napisane w sposób tradycyjny, z opisami i dialogami. Takie w formie zapisu rozmowy, czy wywiadu. Różnorodność formy sprawia, że lektura nie jest monotonna. Z ciekawością zaglądamy na kolejną stronę. Każdy z utworów wydaje się precyzyjnie zaplanowany, dopracowany językowo (sposób wypowiedzi dopasowany jest do historii, sprawia wrażenie naturalnego). Język niektórych utworów ma w sobie także pierwiastek poetycki w postaci barwnych porównań. W tytułach odnajdziemy ciała niebieskie takie jak Słońce, Merkury, Wenus, Księżyc, Ziemię, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun, Pluton. Pojawia się także Lilith.
Bohaterowie opowiadań dalecy są od ideału, ale przez to jeszcze ciekawsi. Dziewczynka, która jest zagrożona z religii, nerwowy ojciec, etatowy pracownik, który dusi się w codzienności, gwiazda ubolewająca nad płytkością percepcji słuchaczy, para biegaczy, która burzliwie rozpoczęła swoją znajomość. Tym historiom towarzyszy wiele skrajnie różnych emocji. Pojawia się także poczucie niedopasowania tak bardzo ludzkie. Opowiadania zawarte w zbiorze Czarne dziury charakteru dotykają ludzkich spraw, dzięki czemu można powiedzieć, że są uniwersalne. Polecam lekturę.
Dziękuję za egzemplarz recenzencki Wydawnictwu Sorus.
O autorze
Szczecinianka, blogerka, wierszokletka, dziennikarka, członkini Związku Literatów Polskich Oddziału w Szczecinie. Jej dziennikarski debiut miał miejsce w grudniu 2009 roku na łamach bezpłatnego kwartalnika fantastyczno-kryminalnego „Qfant” – ukazał się wtedy wywiad z pisarzem, Stefanem Dardą. W 2010 roku została wyróżniona w konkursie dla dziennikarzy obywatelskich „Żywe Miasto” zorganizowanym przez portal mmszczecin.pl za jeden z artykułów z cyklu „Ocalić od zapomnienia”, w którym pisała o zapomnianych i zaniedbanych zabytkach Szczecina. W dodatku kulturalnym „Poliartyzm” przy „Wieściach Polickich” pełniła funkcję redaktora naczelnego (2015-2016). Publikowała teksty prasowe również na łamach „Prestiżu. Magazynu Szczecińskiego”, „Wyjątku”, „Pryzmatu Literackiego”, Wieści Polickich” oraz pisała teksty dla „SzczecinBloga”. Prowadzi również bloga pod nazwą „Edis Anonima Art” na temat kultury i literatury, ale porusza sporadycznie inne tematy. Jej utwory poetyckie można znaleźć w „Pegazie Lubuskim”, „Poezji Dzisiaj”, almanachach Korytowskich Nocy Poetów oraz antologii „Przepływający świat słowa”. Wiersze w trzech edycjach Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Józefa Bursewicza „O Złotą Metaforę” znalazły się pośród „wierszy zauważonych”, a w czwartej jej zestaw został wyróżniony. Autorka tomów poezji „Roztańczony atrament” i „(nie) z tej bajki”. Inicjatorka akcji „Przygarnij wiersz – on nie gryzie”, która promowała poezję szczecińskich literatów.







