Spotkanie z książką „Matrioszki” Marty Carnicero Hernanz
Spotkanie z książką „Matrioszki” Marty Carnicero Hernanz
Cykl: Blogowe spotkania literackie
Sprawdź, gdzie kupićPonownie spotykamy się przy prozie, ale tym razem niełatwej. Pełnej bólu, przemocy i poszukiwania siebie, tożsamości. Pragnę podzielić się refleksją po lekturze powieści Matrioszki Marty Carnicero Hernanz. Z katalońskiego przełożyła ją Marta Pawłowska. Książka ukazała się nakładem Biura Literackiego w tym roku.

Zajrzyjmy do opisu wydawcy: Marta Carnicero Hernanz w swojej przejmującej powieści splata losy Hany i Sary, dwóch kobiet, które na różnych krańcach Europy próbują zmierzyć się z trudną przeszłością i dziedziczoną traumą. Opuszczenie rodzinnych stron, izolacja, systemowa przemoc i złożone relacje rodzinne tworzą wnikliwy obraz wpływu historii na tożsamość i więzi międzyludzkie. Klarowna i pełna empatii proza katalońskiej pisarki, doceniona m.in. przez Pedra Almodóvara, rzuca światło na przemoc wobec kobiet jako narzędzie destrukcji społecznej i osobistej, oferując czytelnikom głęboką refleksję nad zadośćuczynieniem oraz znaczeniem macierzyństwa.
Dlaczego postanowiłam sięgnąć po tę publikację? Chętnie sięgam po książki, które podejmują tematy trudne. Jak wiemy świat nie jest czarno-biały, a przeszłość nie tylko nasza osobista, ale również zbiorowa pełni bardzo ważną rolę. Może budować nas, ale też niszczyć. Historia dwóch kobiet bardzo mnie poruszyła. W Matrioszkach zadbano o realizm przedstawianych zdarzeń, choć nie jest to literatura faktu. Towarzyszą temu ogromne emocje. Podczas lektury można było wręcz poczuć ból towarzyszący bohaterkom, a co za tym szło zrozumieć je, wejść na moment w ich buty. To nie było łatwe doświadczenie literackie.
Jak możemy przeczytać w rozmowie autorki z Martą Pawłowską, impulsem do powstania książki była wystawa poświęcona wojnie w Bośni, która została zorganizowana w dawnym więzieniu La Model w Barcelonie.
– Mogłam nawiązać kontakt z kobietami, które doświadczyły tego dramatu, ale nie chciałam. Rozdrapywanie ran, które z tak ogromnym wysiłkiem udało im się zabliźnić, wydawało mi się niedopuszczalne. Zrozumiałam, że jedyne, co mogę zrobić, to potraktować pisanie jako akt empatii. Kiedy Matrioszki już wyszły drukiem, dwukrotnie podeszły do mnie kobiety, które przeżyły koszmar wojny na Bałkanach – powiedziały, że przeczytały książkę i mi za nią dziękują. Ich słowa stanowiły dla mnie kolejne świadectwo potworności, do jakich tam dochodziło – opowiada Marta Carnicero Hernanz. Całą rozmowę znajdziecie na stronie internetowej Biura Literackiego.
Wywiad, którego fragment zacytowałam, nosi tytuł Świadectwo potworności i uważam, że jest to niezwykle trafne sformułowanie w odniesieniu do zaprezentowanej w książce historii. Poznajemy osobę wystawioną na okrutną próbę. Osobę, która doświadcza przemocy i gwałtu. A poczęcie, które przez wielu uważane jest za cud w normalnych, akceptowalnych relacjach, czy w dalszym ciągu nim jest w tamtych realiach? Jak może się czuć dziecko, które dowiaduje się, że w tamtym piekle zostało poczęte? Dowiaduje się, że jego biologiczna matka została w sposób bestialski gwałcona przez wielu mężczyzn, a jeden z nich jest jej biologicznym ojcem… To nie jest problematyka do osądzania, a do zrozumienia, wysłuchania. To jest okrutna próba, po której trzeba znaleźć w sobie wiele siły, by żyć dalej, to mnie najbardziej uderzyło w tej historii.
Uważam, że tę książkę warto przeczytać. Dzięki dwóm bohaterkom pokazuje ona całą sytuację zarówno z perspektywy dziecka, jak i matki. To też kolejny powód do rozmowy na temat tego, co jest ludzkie, a co nieludzkie. Ale, co ciekawe, te zachowania, tragedie, które nazywamy nieludzkimi, są często czynami, których dopuścił się właśnie człowiek. O etyce można pisać długie rozprawy, ale czy mają one zastosowanie podczas wojny, gdzie człowiek i ludzka natura są wystawione na próbę?
Wspomniana była też już kwestia budowania i szukania tożsamości. Z pewnością korzenie i doświadczenia mają na nią duży wpływ. Jednak tymi doświadczeniami są też kolejne zdarzenia, sposoby radzenia sobie z traumami oraz ludzie. Ludzie, którzy są obok, ci, z którymi człowieka wiąże pokrewieństwo i ci niespokrewnieni, a jednak ich obecność jest niezwykle ważna. Myślę, że to kolejna istotna kwestia, która została poruszona w powieści zatytułowanej Matrioszki.
A dlaczego książka nosi tytuł Matrioszki? Na to pytanie odpowiada w rozmowie z Martą Pawłowską autorka: Bardzo podobał mi się tytuł >>Zakwas<<, który symbolizuje wewnętrzną moc kobiet do wywoływania cichych rewolucji w absolutnej ciemności (podobnie jak zakwas na chleb, który rośnie i wylewa się poza naczynie). Dodatkowo po katalońsku mamy tutaj grę słów, ponieważ zakwas to massa mare – dosłownie >>ciasto-matka<<, ale słowo >>massa<< to też przysłówek o znaczeniu >>zbyt wiele<<, czyli wychodziłoby z tego „za bardzo matka”. Moja wydawczyni nie była jednak przekonana do tego pomysłu i ostatecznie zdecydowałam się na Matrioszki, wyraźnie odzwierciedlające ciągłość międzypokoleniową, ale także skrywanie głęboko w sobie bólu i traum.
Mogę śmiało powiedzieć, że ta książka skłoniła mnie do wielu refleksji, wręcz mną wstrząsnęła. Uważam, że powinno się ją przeczytać. Każda kolejna strona odsłaniała przed czytelnikiem nie tylko zdarzenia, ale również towarzyszącą im refleksję.
Dziękuję za egzemplarz recenzencki wydawnictwu Biuro Literackie.
O autorze
Szczecinianka, blogerka, wierszokletka, dziennikarka, członkini Związku Literatów Polskich Oddziału w Szczecinie. Jej dziennikarski debiut miał miejsce w grudniu 2009 roku na łamach bezpłatnego kwartalnika fantastyczno-kryminalnego „Qfant” – ukazał się wtedy wywiad z pisarzem, Stefanem Dardą. W 2010 roku została wyróżniona w konkursie dla dziennikarzy obywatelskich „Żywe Miasto” zorganizowanym przez portal mmszczecin.pl za jeden z artykułów z cyklu „Ocalić od zapomnienia”, w którym pisała o zapomnianych i zaniedbanych zabytkach Szczecina. W dodatku kulturalnym „Poliartyzm” przy „Wieściach Polickich” pełniła funkcję redaktora naczelnego (2015-2016). Publikowała teksty prasowe również na łamach „Prestiżu. Magazynu Szczecińskiego”, „Wyjątku”, „Pryzmatu Literackiego”, Wieści Polickich” oraz pisała teksty dla „SzczecinBloga”. Prowadzi również bloga pod nazwą „Edis Anonima Art” na temat kultury i literatury, ale porusza sporadycznie inne tematy. Jej utwory poetyckie można znaleźć w „Pegazie Lubuskim”, „Poezji Dzisiaj”, almanachach Korytowskich Nocy Poetów oraz antologii „Przepływający świat słowa”. Wiersze w trzech edycjach Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Józefa Bursewicza „O Złotą Metaforę” znalazły się pośród „wierszy zauważonych”, a w czwartej jej zestaw został wyróżniony. Autorka tomów poezji „Roztańczony atrament” i „(nie) z tej bajki”. Inicjatorka akcji „Przygarnij wiersz – on nie gryzie”, która promowała poezję szczecińskich literatów.





