11 września 2026 Autor Edyta Edis Anonima Rauhut 0

Można się uwolnić i ułożyć sobie życie

Spread the love

Można się uwolnić i ułożyć sobie życie

Cykl: Ludzie kultury

Grafika: Adrianna Rauhut, fot. z archiwum pisarki.

Katarzyna Znańska-Kozłowska – autorka książek Fałszywa przyjaciółka i Życie na minie. W jej dorobku znajdują się też artykuły naukowe wspierające kobiety, które borykają się z trudnościami na rynku pracy. Rozmawiamy o alkoholizmie, toksycznych relacjach i sytuacji kobiet, a także o literaturze.

Jaką rolę w pani życiu odgrywa pisanie?

W moim życiu pisanie odgrywa znaczącą rolę, ponieważ jestem introwertykiem. Emocje i myśli przelewam na papier. W dzieciństwie tworzyłam wiersze i opowiadania. Później napisałam swoją pierwszą książkę pod tytułem Fałszywa przyjaciółka.

Co panią zainspirowało?

Czerpałam inspirację z historii, która mnie spotkała. Wyciągałam z choroby alkoholowej bardzo bliską przyjaciółkę. Ona z tego wyszła, otrzepała się i poszła dalej, a ja jako osoba zamknięta w sobie musiałam tę historię wyrzucić z siebie w postaci powieści. Na początku nie miałam odwagi jej wydać, więc publikacja przeleżała w szufladzie 10 lat.

Gdy już Fałszywa przyjaciółka się ukazała, to z jakim odbiorem swojej twórczości pani się spotkała?

Pomogła wielu paniom, które mierzyły się z alkoholizmem, co uważam za sukces większy, niż kwestie finansowe.

W tej książce był poruszony temat kobiecego alkoholizmu. Czy po czterech latach od jej wydania to nadal temat tabu?

To nadal temat tabu. Kobieta, która pije jest zazwyczaj wrzucana do worka z napisem patologia i traktowana jak osoba gorsza. Ponadto szybciej się uzależnia, ponieważ panie są słabsze psychicznie i fizycznie. Z tego, co czytam na grupach w mediach społecznościowych, ciężej kobietom wyjść z nałogu i dochodzi poczucie wstydu. Ostatnio przeczytałam o dziewczynie, która zdecydowała się na leczenie, ale się wstydzi. Ja uważam, że nie ma ku temu powodu, ponieważ ratuje w ten sposób dzieci, męża i rodzinę. Z kolei mężczyzna pijący w oczach społeczeństwa jest cool. On idzie z kumplami do lokalu, wypije i wraca, a żona mu na drugi dzień gotuje rosół.

Czy u mężczyzn zmagających się z alkoholizmem występuje poczucie wstydu?

Wydaje mi się, że nie. Mężczyźni wszystko przyjmują, że coś jest czarne, albo białe. Mają mniej tych emocji, niż kobiety.

Czy zamierza pani wrócić do tematu alkoholizmu w swoich kolejnych książkach?

Wiele osób mnie namawia, żebym napisała drugą część Fałszywej przyjaciółki. Powieść jest tak poprowadzona, że spokojnie można stworzyć drugi tom. Jednak na razie skupiłam się na wydaniu publikacji Życie na minie.

Efektem pani pisania są nie tylko książki, które już zdążyli poznać czytelnicy…

Pisanie jest dla mnie bardzo ważne. Mam na koncie dużo publikacji naukowych. Pisałam artykuły dla fundacji kobiecych, ponieważ jestem przeciwniczką dyskryminacji kobiet na rynku pracy. Sama byłam dyskryminowana w korporacji. Łatwiej mi pisać, niż mówić, mimo że aktualnie zajmuję się udzielaniem korepetycji.

To kolejny prospołeczny sektor pani działalności…

Tak. Pracowałam nad doktoratem z zarządzania zasobami ludzkimi. Przez czternaście lat byłam też wykładowcą. Uczyłam w Wyższej Szkole Ekonomii i Informatyki w Krakowie oraz w Wyższej Szkole Zarządzania i Bankowości w Krakowie. To była moja pasja, ponieważ przez siedemnaście lat pracowałam w korporacji, gdzie doświadczyłam między innymi mobbingu i dyskryminacji. Z tego powodu zaangażowałam się w pracę dla dwóch fundacji kobiecych. Napisałam wiele artykułów wspierających kobiety na rynku pracy.

Na jakich sytuacjach z życia kobiet się pani skupiała?

Na sytuacjach kobiet wracających do aktywności zawodowych lub zmieniających pracę. Panie często są traktowane jak pracownicy gorszej kategorii, ponieważ rodzą dzieci, biorą urlopy i zwolnienia lekarskie na dzieci. Jako wykładowczyni pomagałam także studentkom, które miały problemy na rynku pracy.  Starałam się, by kobiety miały więcej wiary w siebie.

Wspominała pani o korepetycjach. Czego pani uczy?

Języka polskiego i angielskiego. Z niektórymi dziećmi też odrabiam lekcje z innych przedmiotów. Prowadzę również zajęcia edukacyjne, dzięki którym uczniowie mogą odkrywać, czym będą się zajmować w przyszłości. Jak mawiają rodzice, couch’uję je do życia i motywuję do nauki.

Wróćmy do pisania. Co jeszcze panią inspiruje?

Życie. Na przykład moja druga książka miała dotyczyć zupełnie innej tematyki – otyłości i bariatrii. Minęło też dwanaście lat od mojej operacji bariatrycznej. Była to częściowa resekcja żołądka. Musiałam zmierzyć się z wieloma rzeczami, nadal trzymam dietę. Spotykałam się z negacją tego trudu ze strony otoczenia. Ludzie uważali, że poszłam na łatwiznę, a ja ratowałam swoje życie. Pozbyłam się nadciśnienia i cukrzycy, mając jedną nerkę z guzem. Zbierałam materiały za pośrednictwem mediów społecznościowych, ale na runku zaczęły pojawiać się książki i pamiętniki na ten temat.

Jak to się stało, że pani druga książka porusza temat toksycznych relacji?

Poznałam panią, która żyła z narcyzem. Realizowałyśmy pewne wspólne sprawy. Doszłam do wniosku, że to jest ciekawy temat, ponieważ słyszy się o osobach z cechami narcystycznymi. Mówię nie tylko o mężczyznach, ale również kobietach. Wpadłam na pomysł w wakacje, żeby przeprowadzać wywiady z ludźmi, którzy żyli w toksycznych związkach. Moi bohaterowie zakończyli już te relacje, część z nich jest po rozwodzie lub w ich trakcie czy rozstań, więc historie kończą się pozytywnie. Choć traumy zostały, i pewnie będą zawsze, dzieci też w tych sytuacjach przeżyły bardzo dużo.

Jakie przesłanie niesie ta książka?

Przesłanie dla osób, które żyją w takich związkach, że można się od tego uwolnić, odejść i żyć spokojnie, a nawet znaleźć nową miłość.

Na czym polega trudność w zakończeniu relacji z narcyzem?

Moja pierwsza bohaterka, dzięki której powstał pomysł na książkę, miała trudności z zakończeniem relacji, mimo że jej były partner był już w nowym związku. Wcześniej ona przeprowadziła się do niego z innego miasta, więc pozamykanie spraw zawodowych trochę trwało i nie mogła tak po prostu zniknąć z jego życia. Śledził jej profil na Facebooku, pisał komentarze, oczerniał jej firmę, kontaktował się na siłę z jej już prawie dorosłymi córkami. Nie mógł znieść tego, że ona sama zadecydowała o odejściu. Narcyz cały czas wraca do swojej ofiary i gnębi ją – to jest najgorsze w rozstaniu.  

Z tego, co wiem, narcyz też potrafi udawać przed innymi…

Tak. Na zewnątrz w obecności gości czy znajomych  narcyz jest świetnym, kochającym ojcem, partnerem, mężem i tak dalej. Gdy przestaje udawać, pojawiają się zupełnie inne emocje. Zaczyna się poniżanie, gnębienie, przemoc psychiczna, finansowa i fizyczna. Ale częściej spotykana jest przemoc psychiczna. Stara się zniszczyć swoją ofiarę.   

Czy pani zdaniem toksyczne relacje są problemem bardzo obecnym w społeczeństwie XXI wieku?

Tak, ponieważ w mojej książce znajduje się dwadzieścia wywiadów z kobietami i mężczyznami, którzy na różnych etapach życia jako rodzice, partnerzy, narzeczeni, znajomi spotykali się z narcystycznymi relacjami. Niektóre z historii długo siedziały we mnie, były niewyobrażalne, ponieważ dotyczyły ludzi, których znałam i w życiu bym nie pomyślała, że tyle przeszli, i wyszli na prostą. Zdarza się, że narcyz nadużywa alkoholu, co wpływa na relacje panujące w domu. Wydaje mi się, że powodem kształtowania się toksycznej osobowości  jest rozwój świata i natłok wszystkiego oraz nieprzepracowane traumy. W Polsce zmieniła się też rola kobiety, która czasem jest ważniejsza od męskiej. Panowie sobie z tym nie poradzili. Narcyzm jest czymś, co nabywamy w wyniku przeżyć.

Drugą część książki pod tytułem Życie na minie stanowią historie osób, które były w toksycznych relacjach. Czy trudno było pani namówić rozmówców do zwierzeń?

Z nakłonieniem do rozmów nie było problemu. Dwie czy trzy osoby konsultowały to ze swoimi psychologami i uzyskiwały potwierdzenie, że wyrzucenie tej historii z siebie pomoże im się uwolnić. Dwie kobiety po rozmowie i opracowaniu nie chciały tekstu przeczytać, prosiły, żeby coś wykasować, twierdząc, że nie są na to gotowe. Gotowość się pojawiała po rozwodzie i zakończeniu toksycznej relacji.

Dla kogo jest publikacja Życie na minie?

Dla wszystkich, gdyż to zjawisko niestety się nasila. Można przeczytać z ciekawości i po to, aby zrozumieć problematykę toksycznych relacji.

Gdyby miała pani zachęcić czytelnika jednym zdaniem do przeczytania pani najnowszej książki, to jak by ono brzmiało?

Jeżeli męczysz się w relacji z osobą, którą kochasz, to zastanów się, czy to naprawdę jest miłość.

Czy przy pracy nad swoimi książkami zgłębia pani wiedzę specjalistów lub korzysta z literatury specjalistycznej?

W książce Życie na minie, w pierwszej części posługiwałam się linkami i literaturą, ponieważ jestem laikiem, nie chcę tych pojęć sama definiować.

Czy pani zdaniem książki powinny poruszać tematy trudniejsze czy łatwiejsze?

Oba rodzaje literatury są potrzebne. Jako osoba, która dużo czyta, mogę powiedzieć, że czytanie książek jest jedną z najfajniejszych rzeczy, jaka może się zdarzyć. Aby wypocząć, lubię sięgnąć po tytuł z fabułą miłosną, obyczajową, z opisem na przykład Hiszpanii, czy innego kraju, do którego chciałabym pojechać.

Jakich autorów pani czyta?

W ostatnim czasie czytam książki Gabrieli Gargaś. Jestem nimi zafascynowana. Wciągnęła mnie powieść Głowa do góry, cycki do przodu! – przyznaję, że czytałam do piątej rano. Po lekturze inaczej spojrzałam na związek i pewne sprawy. Pisarka pisze lekkim językiem. Wypożyczyłam już kolejne tytuły tej autorki.

Czy pani zdaniem znaczącą rolę w kształtowaniu warsztatu pisarskiego ma czytanie?

Tak. Od dziecka pamiętam, że każdy mówił, że Kaśka ma lekkie pióro, wystarczą jej powiedziane dwa słowa i ona już napisze opowiadanie. Bardzo dużo zawsze czytałam, ponieważ jestem osobą zamkniętą w sobie i dla mnie czytanie, to była odskocznia od życia. Świat książek to było coś pięknego, co mi pokazywało inne spojrzenie na  ludzi, opisany  kraj, do którego nie mogę jechać, a na przykład chciałabym dowiedzieć się, jakie są zabytki w Barcelonie. Dlatego uważam, że czytanie jest ważne. Też w ten sposób mój warsztat pisarski się rozwinął.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Edyta Rauhut.