Poezja Andrzeja Ilczewskiego
Cykl: Blogowe spotkania literackie

W poezji lubię jednocześnie uniwersalizm przekazu, który będzie tworzył wspólnotę czytelników i indywidualizm, którym cechuje się twórczość poety. Jedno i drugie odnalazłam w utworach poetyckich Andrzeja Ilczewskiego. To nie są wiersze, które przynoszą ukojenie. To poezja, która otwiera rany na tkance świadomości społecznej, relacjach ludzkich. Czytelnik dzięki wersom doświadcza świata na granicy rzeczywistości i snu w momentami brutalnym wydaniu. Książka Odpadło pół ziemi jest debiutem poetyckim Andrzeja Ilczewskiego. Publikacja ukazała się nakładem Biura Literackiego w tym roku.
Tytuł tomiku poezji Andrzeja Ilczewskiego wskazuje na pewien rodzaj niekompletności. Wskazuję też na tę przestrzeń, która jest domem dla człowieka, jest jego światem znanym mu, bliższym lub dalszym. Książka nosi przecież tytuł Odpadło pół ziemi. Ubyło połowę tego, co jest ludziom tak znane. Każdy z wierszy jest fragmentem rzeczywistości, wyobrażonej przez poetę lub znanej podmiotowi lirycznemu, bohaterowi wiersza. Tej nie do końca tajemniczej postaci, którą poznajemy poprzez wiersz, ale nie poznajemy jej w pełni, a fragmentarycznie. Może w połowie?
Co zwróciło moją uwagę w tym tomiku? Wspomniałam o lirycznych ja i bohaterach. Celowo użyłam liczby mnogiej, ponieważ te wiersze nie są jednym głosem, jak to się często zdarza w zbiorach poezji. To wielogłos. Każdy z utworów zdaje się być inną historią, z inną przestrzenią, którą autor opisuje w sposób wyrazisty, momentami brutalny, szorstki.
Miłośnicy pięknych, delikatnych fraz mogą nie znaleźć tu wierszy odpowiadających ich upodobaniom. Te utwory są obrazami, które wyrażają niedoskonałość otaczającego nas świata, pokazują, że przy tym, co dobre zawsze będzie kontrastowało to, co złe, że w piękno może zaplątać się brzydota. A z pięknym słowem mogą zaprzyjaźnić się wyrażenia potoczne, wulgaryzmy, słowa charakterystyczne dla różnych środowisk, także przestępczych.
Sięgnęłam po ten tomik z ciekawością. Lubię poznawać nowych autorów (to jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Andrzeja Ilczewskiego). Muszę powiedzieć, że się nie zawiodłam. Chęć poznania po raz kolejny pozwoliła mi poznać świat poezji, który zaskakiwał na każdym kroku, na każdej stronie. To świat poezji, w którym sama musiałam odnaleźć ścieżki. Drogowskazem były oczywiście słowa, wersy, tytuły. Pomógł niewątpliwie słowniczek, który znajduje się na końcu zbioru. Tam są wyjaśnione niektóre zwroty, słowa użyte w wierszach. Andrzej Ilczewski w swoich utworach używa zwrotów utartych w różnych środowiskach i pokoleniach (lat minionych i współczesnych). Używa też słów spotykanych w środowiskach przestępczych. Słowniczek z pewnością okazał się być pomocny.
Trudno tutaj nie wspomnieć o jeszcze jednym drogowskazie. Są nim rysunki Andrzeja Ilczewskiego, które czytelnik znajdzie między wierszami. One dopełniają to, co wyrażone w utworach poetyckich. Książka zdaje się być dziełem precyzyjnie zaplanowanym. Nie burzy tej precyzji mnogość bohaterów i ja lirycznych. Ani wielość przestrzeni. Teraz chciałabym zabrać Was w podróż po swoich ścieżkach wydeptanych w tym tomiku. Po wierszach, które zwróciły moją szczególną uwagę, a jest ich trochę. Zostańcie ze mną jeszcze na chwilę.
Jednym z motywów wpisanym w wiersze Ilczewskiego jest baśń. Mamy na przykład Baśń nieszkodliwą: Klatka, ale zawsze jakieś wyjście. Taka kmina/ na temat zamkniętych w sobie, których nie przywróci/ magiczne słowo „zapomnij”. Miasto-ferment./ Gdzie Balu Nad Bale przechodzi w Bólu Nad Bóle,/ tam chłop jak żelbet umarł z głodu kompana,/ bo na coś trzeba (wcześniej wiercił dziurę lustru).// Figurantka z wysokiego parteru to wybryk –/ dostać etatu w szkole, zaraz po drugiej/ światowej, ale urwać! Nigdy więcej/nie skrzywdziła. Wchodzili w cichobiegach,/ wynosili tropy (operatorzy judaszów już nie muszą/ wytężać wzroku, produkować zeznań).// Szukałem rzeczy czystej, zawsze panny,/ dołeczka typa, co rył na widok spodów/ gwiazd.//Mam wszystkich w domu.
Można powiedzieć, że mamy tu baśń miejską, może osiedlową? Domową? Z pewnością słownictwo jest dalekie od tego, co kojarzy nam się ze światem baśni. To tworzy kontrast. Ten kontrast utrzymany jest w całym zbiorze wierszy Andrzeja Ilczewskiego. W moim odbiorze uchwycone jest tutaj też zamknięcie w sobie, niedopowiedziane zamknięcie w domu, w swoim skrawku świata. Na klatce schodowej? Czas upływa, czytamy: Gdzie Balu Nad Bale przechodzi w Bólu Nad Bóle. Czas nie zna litości. Operatorami judaszów są domownicy, czy sąsiedzi? Mamy tutaj kolejną utartą nazwę dla wizjerów w drzwiach frontowych.
Moja uwagę zwróciły także inne baśnie autora: Czarnabaśń, Baśń syrenia, Baśń pod psem, Baśń o pełni i muszce, Bez wątpienia baśń. Mamy też Reszki, orzełki. Pamiętacie, gdy się rzucało monetą, żeby coś rozstrzygnąć lub wylosować? Co byście wybrali? Orła? A może reszkę? Zobaczmy, jak ten motyw pokazany jest w wierszu: Odnosimy gołębie spod kebsa/ z powrotem na przejście./ Dookoła smutne jaźwy, balon/ pęka, papierek orbituje, moment/i się staczamy.// To my sami o sobie:/ jesteśmy pełnym pęcherzem/ systemu, twardą kloaką bytu./ Życzą nam zimy stulecia, zjazdu/ do zajezdni, powodzenia.// Słońce wiska, księżyc bierze na stronę./ Pozdro dla szurów z miejskiej straży,/ najsilniej truje kwiat polskiej młodzieży.// W jednej z wyschniętych fontann/ znajdujemy zdziesiątkowane reszki,/ orzełki, które niczego nie rozstrzygają.
Tutaj też widzimy słownictwo potoczne: kebs, pozdro. Słońce wiska, czyli przeszukuje kogoś, może prześwietla? Czytając poezję Andrzeja Ilczewskiego, możemy poszukiwać znaczeń obrazów poetyckich. Nie jest to poezja łatwa w odbiorze. Wymaga od czytelnika zatrzymania się na chwilę. Poświęcenia czasu na dłuższą refleksję. To właśnie mi się w niej podoba. To też sprawia, że ta książka pozostaje w pamięci. Z tego wiersza – w moim odbiorze – wyłania się człowiek, grupa ludzi. Ludzi, którzy na co dzień mierzą się z trudnościami, troskami. W świecie, w którym nic nie jest czarno-białe, tak więc rzut monetą z fontanny nie pomoże w ocenie sytuacji.
Trudno nie wspomnieć o utworach Słabego w szachu się nie bije, Matka, Szocik, Szocik (na drugą nóżkę), Osoby, które możesz znać, Człowiek, który na mnie popatrzył, Samsara, Kopanina na Boboli, Pora deszczowa, Dziecko wojny i wielu innych. To jeden z lepszych tomików z tych, które ostatnio czytałam. Autor ma rozpoznawalny styl budowania obrazów poetyckich. Polecam lekturę książki Odpadło pół ziemi Andrzeja Ilczewskiego.
Dziękuję za egzemplarz recenzencki Wydawnictwu Biuro Literackie.
O autorze
Szczecinianka, blogerka, wierszokletka, dziennikarka, członkini Związku Literatów Polskich Oddziału w Szczecinie. Jej dziennikarski debiut miał miejsce w grudniu 2009 roku na łamach bezpłatnego kwartalnika fantastyczno-kryminalnego „Qfant” – ukazał się wtedy wywiad z pisarzem, Stefanem Dardą. W 2010 roku została wyróżniona w konkursie dla dziennikarzy obywatelskich „Żywe Miasto” zorganizowanym przez portal mmszczecin.pl za jeden z artykułów z cyklu „Ocalić od zapomnienia”, w którym pisała o zapomnianych i zaniedbanych zabytkach Szczecina. W dodatku kulturalnym „Poliartyzm” przy „Wieściach Polickich” pełniła funkcję redaktora naczelnego (2015-2016). Publikowała teksty prasowe również na łamach „Prestiżu. Magazynu Szczecińskiego”, „Wyjątku”, „Pryzmatu Literackiego”, Wieści Polickich” oraz pisała teksty dla „SzczecinBloga”. Prowadzi również bloga pod nazwą „Edis Anonima Art” na temat kultury i literatury, ale porusza sporadycznie inne tematy. Jej utwory poetyckie można znaleźć w „Pegazie Lubuskim”, „Poezji Dzisiaj”, almanachach Korytowskich Nocy Poetów oraz antologii „Przepływający świat słowa”. Wiersze w trzech edycjach Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Józefa Bursewicza „O Złotą Metaforę” znalazły się pośród „wierszy zauważonych”, a w czwartej jej zestaw został wyróżniony. Autorka tomów poezji „Roztańczony atrament” i „(nie) z tej bajki”. Inicjatorka akcji „Przygarnij wiersz – on nie gryzie”, która promowała poezję szczecińskich literatów.







