25 czerwca 2025 Autor Edyta Edis Anonima Rauhut 0

Poezja Adrianny Olejarki

Spread the love

Poezja Adrianny Olejarki

Cykl: Blogowe spotkania literackie

Sprawdź, gdzie kupić
Fot.: Adrianna Rauhut.

Ponownie spotykamy się z poezją i spoglądamy przez kobiece, niezbyt różowe okulary. Zbiór wierszy Gorączki Adrianny Olejarki ukazał się w zeszłym roku. Jego wydanie było główną nagrodą w 12. Konkursie Poetyckim Fundacji Duży Format.  Autorką projektu okładki, która już po pierwszym zetknięciu z książką wywołuje uczucie niepokoju, nieporządku, jest Daria K. Kompf. Jest to poetycki debiut autorki, którego byłam ciekawa.

Niewątpliwie słowa Patrycji Sikory wzmagają chęć otworzenia książki: Bardzo żałuję, że dwadzieścia lat temu nie mogłam przeczytać tej książki i wiedzieć, że jako dziewczynka to nie ja byłam osobą z defektami. Bardzo mi przykro, że to nie ma w zasadzie żadnego znaczenia, bo dziewczynki i dziewuchy Olejarki do dzisiaj muszą przepychać się przez ciasne klatki. Różnych chłopców i też swoje, te zapadłe w gorączce, z których ulatuje jakieś rzężenie. Ostatecznie jednak słychać mocny dziewczyński głos, przeobrażający się w krzyk, opór, pucz. (…)

Poezja laureatki projektu Połów w 2016 roku, nauczycielki i miłośniczki slamów poetyckich Adrianny Olejarki porusza tematy, które nie są łatwe. Jednak uważam, że twórczość taka jest potrzebna – wersy dedykowane są właśnie Dziewczynkom. Książkę otwiera definicja słowa gorączka z Wikipedii, która mówi, że jest to (…) stan eutermii towarzyszący chorobie polegający na zwiększeniu temperatury ciała w punkcie nastawczym powyżej normy. Pierwotne znaczenie tego objawu to obronna odpowiedź organizmu na atak (…).  Co więc atakuje bohaterki utworów, podmiotki liryczne? Choć może właściwsze pytanie brzmi, z czym się mierzą w swojej codzienności? Nie tylko w życiu dorosłym, ale również we wcześniejszych latach.

Sam pomysł motywu gorączki, która wzrasta z każdą kolejną stroną, z każdym kolejnym tekstem nadaje utworom nie tylko kształt, chwilami ostro zakończony, a momentami zaokrąglony. Poetyckie refleksje, które prowadzą czytelnika, czytelniczkę przez świat dziewczęcy, dziewczyński, kobiecy, ale widziany niezbyt różowo, można by odnieść takie wrażenie. Albo można pójść nieco innym tropem. Przecież róż ma również więcej odcieni. Bywa jaśniejszy lub ciemniejszy. Raz bliżej mu do bieli, tej czystej, nieskazitelnej, a innym razem zbliża się bardziej do fioletu.

Termin w tytule kojarzony często ze stanem chorobowym, zbliżający czytelnika do nauki medycznej wzmaga uczucie niepokoju i ciężaru, mierzenia się sam na sam z tym, co wywołuje bunt, potrzebę zrozumienia i przepracowania, potrzebę akceptacji i trudną drogę do niej. Z tym, co czasem wywołuje wrażenie, że z nami jest coś nie tak. To codzienność, a w niej ramy stają się infekcją, z którą mierzą się bohaterki liryczne.

Książka zdaje się być precyzyjnie zaplanowaną całością, co uważam za plus. Do każdego z utworów przypisana jest określona temperatura, od upudełkowania, które rozpoczyna się od wartości 38,1  stopni Celsjusza do za winy moje, które osiągają 40,9 stopni Celsjusza. Z każdym kolejnym utworem, z każdym następnym tematem i problematyką temperatura wzrasta o jedną dziesiątą stopnia. Trudno w jednej recenzji napisać o wszystkich zawartych w książce utworach, ale chciałabym zwrócić uwagę na te, które wywołały we mnie najwięcej refleksji, te które zapadły mi w pamięci. Zapewniam jednak, że warto zajrzeć do każdego z osobna.

Zbiór otwiera tekst zatytułowany upudełkowanie, któremu przypisana jest temperatura 38,1 stopni Celsjusza. W poezji Adrianny Olejarki nie ma interpunkcji, co daje czytelnikowi pewną szerszą możliwość interpretacji, czy po prostu odbierania utworów. Osobiście bardzo lubię taki zabieg w poezji. Pozwolę sobie zaprezentować w tym tekście mój odbiór utworów poetki. Ciekawa jestem, czy się ze mną zgodzisz, Czytelniczko/Czytelniku.

Wspomniany przed chwilą wiersz rozpoczyna się od wersów: wiesz ktoś powiedział żeby tracić co dzień przyjmować małe straty że to nic/ strasznego wiesz ktoś nie wziął pod uwagę że w niektórych życiach nie ma/ rzeczy wielkich straciłam ostatnio pendrive ze ślubnymi zdjęciami siostry/ spódnicę którą zniszczyła pralka kilka torebek z którymi nigdzie już nie wyjdę/ pamiętam dokładnie gdzie i z kim kupiłam jedną w innej nie mieściłam książek/ w najgorszym czasie studiów te małe wspomnienia dodają im znaczenia (…). Zacytowałam jedynie fragment, po pozostałą część utworu zapraszam do tomiku poetki. 

Już tutaj widoczne jest, że poezja przybiera formę poetyckiego monologu. Obecność zwrotu wiesz, który często wplatany jest w wypowiedzi charakterystyczne dla mowy potocznej, może sprawić, że jesteśmy bliżej wersów, bliżej myśli, czy odbieranego przekazu. Bliżej codziennej rzeczywistości, bo przecież to jest refleksja właśnie o tym, co znamy w większym lub mniejszym stopniu. Nadawanie znaczenia przedmiotom, które stają się elementem naszych wspomnień, fragmentem dłuższej historii znamy doskonale. Te namacalne przedmioty zwane pudełkami są czymś, co przypomina o przebytej drodze, jej przystankach. Dobór obrazów poetyckich, którymi posługuje się autorka jest niezwykle wymowny.

Lubię wplatanie obrazów w wiersze. Są zapewne dobierane subiektywnie przez poetę, ale przy nadaniu im uniwersalnego znaczenia, wydźwięku pokazują, na jak wiele sposobów można pisać o miłości, relacji, związku, doświadczeniach i otaczającej nas rzeczywistości, o kobiecości, a nawet towarzyszących nam emocjach. To jest właśnie piękne w poezji. To też odnalazłam w twórczości Adrianny Olejarki.

Utwór listy jest kolejnym kadrem, w którym – w moim odbiorze – uchwycony jest sens, a ściślej rzecz ujmując obawa o jego stratę lub poczucie jego utraty. Złapana w wersy jest monotonia, która w dłuższej perspektywie może przygniatać. Rozpoczyna się od słów: gdy dorosnę chcę być freelancerką robić nic w taki sposób żeby dostać/ za to pieniądze może wtedy ocalę te części siebie które tracę za każdym/ razem gdy szczypią mnie policzki w drodze na nocny autobus (…).

Obok motywu znanego ze współczesnej rzeczywistości, czy zajęciem freelancera znajdziemy w tym wierszu porównanie do otrzymywania listów z Hogwartu w dalszej części utworu. To widoczne nawiązanie do literatury popularnej może oddziaływać na skojarzenia. Kto nie pamięta momentu w książce, w którym główny bohater serii powieści J. K. Rowling otrzymuje listy ze szkoły magii i czarodziejstwa? To była chwila, w której życie młodego czarodzieja uległo zmianie. Listy zdają się być rzeczami do zrobienia. Co się stanie gdy się skończą?

Kolejnym obrazem, który przyciąga uwagę jest felieton kulinarny. Poniekąd może on nawiązywać do ramy, której często umieszczana jest kobieta. Kobieta targana emocjami, rozpaczą, ale też kobieta przygotowująca posiłki. Widzę tu jednak nie tylko ramę, ale również niezwykle uniwersalną kreację. Tytuł utworu nawiązuje do bardzo literackiej formy publicystyki, a w treści znajdziemy zwroty pasujące jednocześnie do kuchennego obrazka, ale również do odzwierciedlenia emocji, przykładem jest fragment rzucam wtedy mięsem/ w próżnię (…). Dalej czytamy: (…) tego nigdy nie robiłaś mamo gdy piekłaś wuzetkę (nikomu do dziś/ nie wyszła jak tobie) upychałaś warzywa w słoiki spirytus w kawową masę (…), a cały utwór zwieńczają słowa: niech słowa sprawią że zacznę gotować dla kogoś/ bez mięsa jak ty. Podskórnie te wersy wyrażają chęć pogodzenia się ze sobą, z otoczeniem, z własnym wnętrzem.

Targające człowiekiem, dziewczynką, dziewczyną, kobietą emocje, uczucia, odczucia wynikające z doświadczeń wielokrotnie zdają się być tematem utworów zawartych w wierszach Adrianny Olejarki. Te stany są poddawane poetyckiej refleksji, określane i dookreślane fragment po fragmencie. Delikatność miesza się, przeplata o z surowością, a chwilami nawet rozrzucone są tutaj ostrza, o które można się ukłuć. Przebijają się do głębi, sprawiając, że książka na długo pozostaje w pamięci, świadomości czytelników i czytelniczek.

Gdzie można znaleźć jeszcze te wspomniane mniejsze lub większe ostrza? W utworze miasto wciąga, gdzie autorka nie stroni od ostrych, dosadnych zwrotów: nasze piękne miasto śmierdzi dziś jak gnijąca krew z ubojni (…), (…) zrąbię którejś nocy ten pieprzony modrzew będzie jaśniej jaśniej/ choć tak samo obco.

Moją uwagę zwróciły również wiersze: wymiociny, tania historia o miłości, czasem boję się że się wyczerpię, pamięć dziecka, jestem pierze jestem ołów, wstyd, czy daję poezji całe moje ciało. Temperatura z każdą kolejną stroną wzrasta, podmiot liryczny skutecznie dokonuje sekcji poszczególnych fragmentów tak codziennych i zwyczajnych, a jednocześnie odciskających swoje piętno w duszy, w sercu, w myśli, w świadomości. Zachęcam do lektury książki Gorączki Adrianny Olejarki i zapewniam, że trudno o niej zapomnieć.

Dziękuję za egzemplarz recenzencki Fundacji Duży Format.