Życie człowieka jak barluha
Cykl: Blogowe spotkania literackie
Sprawdź, gdzie kupić

Fot.: Adrianna Rauhut.
(…) Ja tak sobie myślę, życie człowieka jak barluha. Raz lepsza, raz gorsza. Postna i smutna albo tłusta i wesoła. Czasem jest, czasem jej nie ma. Tak, życie człowieka to barluha. (…) – te słowa pochodzą z powieści Aleksandra Miłowickiego pod tytułem Barluha. Książka ukazała się w 2023 roku nakładem Warszawskiej Firmy Wydawniczej. Dzisiaj chciałabym podzielić się refleksją po lekturze właśnie tej powieści.
Przypomnijmy sobie najpierw sylwetkę autora. Aleksander Miłowicki urodził się na Podlasiu. Tam też zdał maturę. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Wiersze i prozę publikował w itd, Radarze i Literaturze. Następnie pracował w instytucjach kultury do momentu – jak możemy przeczytać w jego biogramie – kiedy pewien komuch alkoholik wyrzucił go na bruk i w stanie wojennym został bez środków do życia. Podjął pracę w fabryce. Wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Pracował tam i publikował w polonijnej prasie. Po powrocie do kraju wydał książki: Dolar (2008) i dwutomową powieść Piękne samice ludzkie (2010). W jego dorobku znajdziemy jeszcze książkę Boj.
Wróćmy teraz do powieści Barluha, którą można nazwać historią z życia wziętą, ale nie ukrywajmy tego, w niełatwych warunkach. Podczas lektury książki czytelnik zbliża się do jednej z rodzin. Jej członkowie miewają różne momenty, raz lepsze, raz gorsze. Nie bez powodu na początku tekstu zacytowałam fragment, w którym porównuje się życie właśnie do barluhy. Rodzice, dzieci znali też głód i dokładali wszelkich starań, by jedzenia nie zabrakło. Głową rodziny był mężczyzna, który wychowywał swoją dzieciarnię twardą ręką. Z pewnością ten obraz rodziny jest daleki od ideału, a nawet może się kłócić z wyznawanymi współcześnie zasadami. Ale to również nie jest historia, która miała miejsce w czasie nam współczesnym.
Zajrzyjmy na tył okładki książki: Urodziłem się na swoje nieszczęście jak każdy człowiek. Był mroźny styczeń 1949 roku. Pamiętam, już w minutę po urodzeniu pomyślałem sobie, zimno tu na świecie jak diabli. Po co mi to było? Ale czy ktoś mnie pytał o zgodę?
Miejscem nieszczęsnych narodzin było Podlasie – historyczna kraina różnych dziwnych ludów: Prusów, Jaćwingów, Litwinów, Rusinów, Polaków, Żydów. Trochę też pałętało się tutaj Tatarów, Krzyżaków, Szwedów, Cyganów i tym podobnych turystów. Dlatego ojciec mawiał nieraz wielce poirytowany: „Polak katolik, to rozumiem, wszystko jasne. A tu łażą jakieś przybłędy”. Trudno, myślałem sobie już w minutę po urodzeniu, nie każdy ma szczęście przyjść na świat w eleganckiej Warszawie, gdzie same Polaki katoliki. Po różnych dziurach ludzie też muszą się rodzić. Przez szkołę podstawową jakoś się przeczołgałem, raz sam z niej uciekałem, innym razem wyrzucano mnie. Przydomki tam miałem różne. Głodomor – bo dzieciom chleb z tornistrów podkradałem. Chuligan – bo jak mnie mordę siniaczono, to ja innym też siniaczyłem. Jeśli nauczyciele bili nas po pyskach, to my snuliśmy plany, jak ich pozabijać.
Niewątpliwą wartością tej powieści jest możliwość poznania warunków panujących na wsi w okresie panowania władzy komunistycznej. Również dowiadujemy się, z czym mierzyli się gospodarze. To na ich barkach znajdował się ciężar utrzymania gospodarstwa. Dowiemy się także, jak traktowane i postrzegane były kobiety. Kobiety, które trzeba wydać za mąż, żeby w gospodarstwie było mniej gęb do wykarmienia. Ważne było, żeby wniosły posag. Kobiety, których zadaniem było wyiskanie całej rodziny w każdą niedzielę po kościele, żeby wszy nie gryzły, wychowanie dzieci i zajmowanie się wszelkimi pracami przypisywanymi przedstawicielkom płci pięknej. Czytelnik pozna również tradycję i kulturę, a także głęboko zakorzenione wartości patriotyczne i niezgodę z panującym ustrojem…, choć nie u wszystkich bohaterów.
Książkę czyta się, jak długą gawędę, choć na początku trudno mi było się wciągnąć w tę opowieść. W powieści Barluha Aleksandra Miłowickiego nie odnajdziemy podziałów na rozdziały. Trochę mi tego brakowało, ale po dłuższej lekturze można się przyzwyczaić. Z bohaterami tej opowieści mimo wszystko można się zaprzyjaźnić podczas czytania. Moją szczególną uwagę zwrócili buntownik Maniek z talentami matematycznymi i Krzysiek z zamiłowaniem do historii o wielkich bohaterach, bitwach. Powieść polecam tym, którzy lubią tego rodzaju literaturę.
Dziękuję za egzemplarz recenzencki Warszawskiej Firmie Wydawniczej.
O autorze
Szczecinianka, blogerka, wierszokletka, dziennikarka, członkini Związku Literatów Polskich Oddziału w Szczecinie. Jej dziennikarski debiut miał miejsce w grudniu 2009 roku na łamach bezpłatnego kwartalnika fantastyczno-kryminalnego „Qfant” – ukazał się wtedy wywiad z pisarzem, Stefanem Dardą. W 2010 roku została wyróżniona w konkursie dla dziennikarzy obywatelskich „Żywe Miasto” zorganizowanym przez portal mmszczecin.pl za jeden z artykułów z cyklu „Ocalić od zapomnienia”, w którym pisała o zapomnianych i zaniedbanych zabytkach Szczecina. W dodatku kulturalnym „Poliartyzm” przy „Wieściach Polickich” pełniła funkcję redaktora naczelnego (2015-2016). Publikowała teksty prasowe również na łamach „Prestiżu. Magazynu Szczecińskiego”, „Wyjątku”, „Pryzmatu Literackiego”, Wieści Polickich” oraz pisała teksty dla „SzczecinBloga”. Prowadzi również bloga pod nazwą „Edis Anonima Art” na temat kultury i literatury, ale porusza sporadycznie inne tematy. Jej utwory poetyckie można znaleźć w „Pegazie Lubuskim”, „Poezji Dzisiaj”, almanachach Korytowskich Nocy Poetów oraz antologii „Przepływający świat słowa”. Wiersze w trzech edycjach Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Józefa Bursewicza „O Złotą Metaforę” znalazły się pośród „wierszy zauważonych”, a w czwartej jej zestaw został wyróżniony. Autorka tomów poezji „Roztańczony atrament” i „(nie) z tej bajki”. Inicjatorka akcji „Przygarnij wiersz – on nie gryzie”, która promowała poezję szczecińskich literatów.







