26 czerwca 2021 Autor Edyta Edis Anonima Rauhut 0

Opowiadanie za dychę

Spread the love

Opowiadanie za dychę

Cykl: Prozatorski kącik sówki

Dawno, dawno temu za nie siedmioma, a za niezliczoną ilością gór, lasów, oceanów i mórz mieścił się zamek, a z  okna najwyższej jego wieży spoglądał pan Istaris, Joachim. Oczekiwał ważnych gości, choć na planowane przyjęcie nie miał w szczególności ochoty. Księżyc w pełni oświetlał nieco zniszczoną puszczę po ostatniej bitwie z Zakonem Lucyfera, którą na szczęście wygrał, ale wojna jeszcze przed nimi. Przymierze z Klasztorem Śmierci miało pomóc podczas dalszego przebiegu batalii, choć ich poglądy były nieco konserwatywne, ale to w końcu tylko polityka.

– Wracasz do łóżka? – dziewczęcy głos wyrwał z rozmyślań Joachima. Zupełnie o niej zapomniał, choć trudno zapamiętać te wszystkie dziewczyny i ich gatunki: wampirzyce, demonice, anielice te upadłe i nie, wilkołaczyce. Wszystko jedno, nawet nie pamięta, kim jest kobieta, która właśnie go wołała. Od pewnego feralnego romansu nie nawiązuje bliższych relacji przedstawicielkami płci przeciwnej, a te wspomnienia mają wkrótce ożyć, z czego nie jest zbytnio zadowolony.

– Możesz już odejść – obojętność wybrzmiała w jego głosie. Nie czekając na reakcję udał się odświeżyć do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie czekała na niego już przygotowana kąpiel.

***

– Pan na włościach jest gotowy zgotować swojej byłej wejście smoka? – przyjaciel Joachima, Brutus wszedł do komnaty nawet nie siląc się na przywitanie. Ten dopiero zdążył nałożyć na siebie szatę po relaksującej kąpieli.

– Opanuj się, mamy zawrzeć sojusz, a ona jest przywódczynią Klasztoru Śmierci – głos smoczego wojownika brzmiał poważnie – Nie ma miejsca na sprawy prywatne.

– Oj, no troszeczkę możemy jej dopiec – zaprzyjaźniony demon puścił do niego oko – A swoją drogą ciekawe, czy nadal ma tulu facetów, z iloma cię zdradzała i wszystkim mówiła, że są tymi jedynymi.

– Może hormony uderzyły jej do głowy po tym celibacie, do którego zobowiązani są adepci Klasztoru Śmierci – zadrwił – Zresztą może się puszczać nawet z całym wojskiem, nie interesuje mnie to.

– Faktycznie, dopiero, gdy wskoczyła na poziom mistrzyni, to zaczęła się z tobą spotykać – zauważył – Ale to przeszłość. Wypijmy za to – to mówiąc podniósł do góry trzymaną wcześniej za plecami butelkę wina.

– Nie, kochanie. Nie ma mowy – do pomieszczenia weszła żona demona, Anastazja – Nie będziesz witał gości na czworakach – w jednej chwili przechwyciła butelkę.

– Ależ, ukochana. Tylko jeden pucharek na rozgrzewkę – Brutus zrobił minę psa, który patrzył z apetytem na kiełbasę jedzoną przez właściciela, tylko on patrzył na flaszkę.

– Już chyba czas – przerwał małżeńską sprzeczkę Joachim, spoglądając przez okno. W oddali ujrzał zastęp karet i jeźdźców konnych.

***

Magda właśnie miała czytać dalej pięknie wykaligrafowane na kartkach papeterii opowiadanie, gdy autobus gwałtownie zahamował i poczuła chluśnięcie zimnej wody na twarzy, bluzce i na kolanach. Pech chciał, że właśnie na kolanach trzymała kolejne dwie kartki tekstu.

– Bardzo panią przepraszam – odezwał się stojący nieopodal chłopak. Jedną ręką trzymał się barierki, a w drugiej miał do połowy pustą butelkę wody mineralnej.

– Nie szkodzi – rzuciła w jego stronę i spojrzała na mokre ubrania i rozmoczone dwie kartki. Na jej nieszczęście tekst był napisany atramentem, który się rozmazał tak, że nie dało się odczytać większości utworu. Patrzy na jedną stronę – nic. Druga – na końcu strony da się rozczytać niewielki fragment tekstu: …powiedział całując jej dłoń. Młoda wampirzyca się zarumieniła. W spojrzeniu dowódczyni Klasztoru Śmierci, Petroneli stającej za jego plecami było widać wściekłość. Po chwili…  

Dziewczyna odłożyła zamoczone kartki do – na szczęście – suchej torebki. Wyciągnęła też chusteczki, osuszyła się nimi, jak tylko dało radę. Wyjrzała przez okno – wysiada za kilka przystanków, więc sięgnęła po kopertę, gdzie została niezamoczona, ostatnia strona opowiadania. Zastanawiała się przez chwilę, ale ostatecznie ciekawość zwyciężyła.

***

Sala gościnna w Istaris prezentowała się okazale, a zapalone świece stojące w świecznikach na długim stole dodawały klimatu, ale atmosfera daleka była od romantyzmu.

– Nie respektujesz prawa gospodarza, Petronelo. Pod moim dachem nie bije się uczniów i uczennic – Joachim z trudem opanowywał rozdrażnienie.

– Jeśli obchodzisz się ze swoimi adeptami, jak z jajkami, to nic dziwnego, że potrzebujecie nas do wygrania wojny – przywódczyni Klasztoru Śmierci zadrwiła – Poza tym, skąd możesz wiedzieć, że ja to zrobiłam?

– To może Luny o to zapytamy? – włączył się do rozmowy Brutus – Nasz aniołku śmierci, czyżbyś była zazdrosna? – dodał.

– Nawet się nie waż… – nie zdążyła dokończyć upadła anielica, Petronela. Wampirzyca roześmiała się pomimo bolącego policzka, nie mogła się powstrzymać.

– Ona, ale jest wyższa rangą, więc… – Luna starała się wyjść z sytuacji dyplomatycznie.

– Nie wtrącaj się do naszych spraw wewnętrznych! Ponadto, jeśli tak sprawy będą wyglądały, to możesz zapomnieć o naszym sojuszu.

– Dobrze wiemy, że hordy demonów z Zakonu Lucyfera zagrażają również twoim ludziom i polują na wasze tereny – Joachim nie ustępował.

– Równie dobrze mogę zawrzeć z nimi umowę – Petronela odbiła piłeczkę.

– Tak, a co na to Rada Cienia, o której względy zabiegasz? Przecież wszyscy o tym wiedzą. Nie sądzę, żeby byli zadowoleni.

Anielica otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale się tylko zapowietrzyła.

– Proszę wszystkich o spokój i opanowanie emocji! Przypominam, że trwa wojna. Musimy wypracować kompromis dla dobra społeczności, za które odpowiadamy – głosem rozsądku była Anastazja.

– Dobrze, przyślę wam jeden z moich oddziałów, a w zamian za to oczekuję, że wojownicy Istaris wesprą Klasztor Śmierci w razie zagrożenia – zimno oznajmiła – W gratisie dostaniesz moją uczennicę, o którą tak się martwiłeś, bo skazuję ją za wygnanie.

– Wygnanie za jeden komplement i ucałowanie ręki? – demon nie mógł się powstrzymać.

– Brutusie, daj już spokój – upomniała go żona.

– Przyjmuję ofertę z ucałowaniem ręki – w głosie Joachima słychać było zadowolenie i ulgę – Brutusie, masz nową uczennicę.

Petronela odwróciła się na pięcie i wyszła z komnaty, zostawiając Lunę, która poczuła się odrobine, jak towar, ale takie prawa uczniów – szczególnie w Klasztorze Śmierci. Miała nadzieję, że tutaj będzie inaczej.

– Chodź, znajdziemy ci jakąś wygodną komnatę – wzięła ją pod rękę Anastazja.

– Zjadłabyś ze mną wieczerzę? – zawołał pan Istaris.

– Zależy, na co liczysz. Nie jestem taka łatwa, jak te, które bywają u ciebie w łożu.

– Z nimi nie jadam kolacji – zdążył powiedzieć zanim kobiety wyszły.

– Czyżby kamień, który zwykle się tłucze w twojej klatce piersiowej nieco się skruszył? – przyjaciel przyjrzał mu się uważnie.

– Zobaczymy.

***

Magdalena włożyła kartkę do koperty. Jak to opowiadanie znalazło się u niej. Tego popołudnia w Zdrojach czekała na autobus pośpieszny.

– Przepraszam, miałaby pani dwa złote? Potrzebuję na chleb – mężczyzna w średnim wieku podszedł do niej gdy stała na przystanku. Był schludnie ubrany.

– Chwileczkę – dziewczyna zaczęła szukać portfela w torebce. Zajrzała do niego. Miała tylko dziesięć złotych – Proszę – przekazała banknot mężczyźnie.

– Dziękuję, proszę to przyjąć w ramach podziękowania – pan wyjął z wewnętrznej kiszeni kurtki kopertę i ją podał – Życzę miłej lektury.

Nie zdążyła podziękować, bo darczyńca szybko odszedł, a po chwili nadjechał autobus. Schowała podarunek do torby i wsiadła. Gdy usadowiła się na siedzeniu z tyłu pojazdu, zaczęła czytać.