16 czerwca 2021 Autor Edyta Edis Anonima Rauhut 0

(Za)murowany wiersz

Spread the love

(Za)murowany wiersz

Cykl: Prozatorski kącik sówki

– Cześć, już jestem. To idziemy? – Marcin podchodzi do Magdy i Klary stojących przed szkołą nieopodal ulic Wawrzyniaka i alei Wojska Polskiego. Jest wrześniowe, późne popołudnie. Starsza z dziewcząt właśnie skończyła niedzielne zajęcia – szkoła dla dorosłych, do której się zapisała przed wakacjami wynajmuje sale w tym budynku.

– Tak, możemy iść. Lepiej być wcześniej, niż się spóźnić – Magdalena skierowała się w kierunku dosyć ruchliwej alei Wojska Polskiego – Dzięki za to, że ze mną idziecie na tą Szczecińską Noc Poetów – dodaje. Tego dnia akurat pogoda dopisuje, słońce grzeje, choć już nie tak, jak w pełni lata, a na niebie nie widać ani jednej chmurki.

– Nie ma sprawy, dasz radę – włącza się do konwersacji Klara – Przy okazji może napiszemy coś o tym wydarzeniu?

– Jasna sprawa, zrobi się też trochę zdjęć do publikacji w Codzienniku Kulturalnym – mówiąc to, chłopak pomachał z niewielką torbą na aparat fotograficzny.

– Miło, że nas zaprosili. Prezes zaprosił mnie nawet do uczestnictwa w eksperymencie poetyckim. Nazywa to polifonią poezji. Wysłał mi już wiersz – dziewczyna zerknęła na chłopaka i siostrę – Mam napisać go jakby po swojemu, swoją poetyką.

– Ciekawe… – chórem odpowiedzieli Klara i Marcin – Dwie godziny szczęścia! – znowu powiedzieli jednocześnie, zahaczając o siebie swoje dwa najmniejsze palce i zaczęli się śmiać.

– No to wam się szczęści – Magda stara się nie myśleć o nadchodzącym występie. Znajdują się już przed Szczecińskim Inkubatorem Kultury, gdzie ma się odbyć spotkanie.

–  Witam zdolną młodzież! – woła mężczyzna stojący na schodkach prowadzących do budynku.

– Dzień dobry – po kolei podali ręce prezesowi Stowarzyszenia Literackiego, Markowi Grzegrzółce. Magda wyciąga z torebki telefon, aby spojrzeć na zegarek. Jest za piętnaście osiemnasta.

– Mam nadzieję, że pojawi się coś na temat Szczecińskiej Nocy Poetów w waszym Codzienniku Kulturalnym?

– Pewnie, nie zmieniłam zdania od naszej poprzedniej rozmowy – Magda się uśmiechnęła do Marka – Klara, możesz iść do środka, my jeszcze zapalimy.

Młodsza siostra dziewczyny weszła razem z prezesem do Szczecińskiego Inkubatora Kultury, a Magdalena odpaliła papierosa i się zaciągnęła.

 

***

 

Wieczór mija przyjemnie i wesoło w sali kominkowej. Na środek wychodzą poeci i poetki, prezentując swoje wiersze, a co kilka wystąpień wybrzmiewa muzyka. Magdzie jednak coraz mniej się udziela ten nastrój – siedzi zestresowana i wpatruje się w kartkę ze swoim wierszem, czytając go po kilkanaście razy po cichu:

EKSTAZA POSEJDONA

 

Światło latarni prowadzi

w toń morską pełną

wapiennych skrawków serca

 

Słychać szum

szeptem zapraszający

w objęcia oceanu

 

Benzyna na wodzie

zajmuje się ogniem

który dotyka ciała językami

 

Wiatr przyspiesza

Fale brutalnie napierają

jesteś/są coraz głębiej

 

Dno drży z podniecenia

spienione tsunami zalewa ląd

Posejdon szaleje w ekstazie

 

– A teraz przywitajmy brawami młodą poetkę i redaktorkę Codziennika Kulturalnego, Magdę – słowa prowadzącego wydarzenie Marka Grzegrzółki wyrwały ją ze stresowego transu. Wyszła na środek sali. Oczy zgromadzonych na widowni były zwrócone w jej stronę.

– Ekstaza Posejdona. Światło latarni prowadzi… – przerwała, czując, że cała się trzęsie. Do tego stopnia jest to uciążliwe, że nie może odczytać kolejnych wersów, ponieważ ręka, w której trzyma kartkę też się trzęsie. Czuła wstyd.

– Może ja pomogę zestresowanej debiutantce – przerwał trwającą z dobrą minutę ciszę ksiądz, który siedział w pierwszym rzędzie – Mogę?- dodał, gdy znalazł się tuż obok Magdy. Ta bez słowa przekazała mu kartkę. Przeczytał wiersz bez zająknięcia, a potem rozległy się brawa. Prezes wręczył dziewczynie papierową torbę, w której znajdowało się kilka książek.

– Dziękuję – wydukała i usiadła zawstydzona między Marcinem, a Klarą.

– Nie przejmuj się, następnym razem pójdzie lepiej – odwróciła się do niej Żaneta Różycka ze Stowarzyszenia Literackiego – Wiersz mi się podobał, ale komicznie się go słuchało w wykonaniu księdza.

Dziewczyna pokiwała głową.

– Zamurowałam wiersz, dobrze, że znalazła się dobra dusza, która skruszyła kamień – pomyślała.