3 czerwca 2021 Autor Edyta Edis Anonima Rauhut 0

Na granicy realizmu i fantazji…

Spread the love

Na granicy realizmu i fantazji…

Cykl: Blogowe spotkania literackie

Dzisiaj chciałabym Was zaprosić na kolejne Blogowe spotkanie literackie – tym razem z prozą. Prezentuję zbiór opowiadań Artura Justyńskiego pod tytułem Opowieści zza rzeki. Został wydany w 2017 roku przez Wydawnictwo Poligraf. Znajdziemy się na granicy rzeczywistości i fantazji, a nawet będziemy ją przekraczać wielokrotnie – raz w jedną, a innym razem w drugą stronę. Autor skupia się wokół człowieka, a konkretnie wokół ludzkiego umysłu. Nie tylko będziemy balansować na granicy realizmu i fantazji, ale również świadomości podświadomości.

Autor przedstawia się następująco: Urodziłem się nad Ochnią, dorastałem nad Skrwą i Słudwią, studiowałem nad Nerem, Odrą i Wartą, pracowałem nad Wisłą. Obecnie mieszkam nad Odrą, pracuję nad Wartą, wędruję nad Iną, a odpoczywam nad Małą Gunicą. Wydał do tej pory dwie książki prozatorskie: zbiór opowiadań, o którym dzisiaj będzie mowa – Opowieści zza rzeki oraz powieść Cichy Zachód.

Krótko zaprezentowałam autora, a teraz zajmijmy się jego twórczością. Tytuł książki brzmi Opowieści zza rzeki. Po takim sformułowaniu oczami wyobraźni zobaczyłam brzeg rzeki, rozpalone ognisko i człowieka opowiadającego historie. To jednak tylko moje wyobrażenie, choć w takiej scenerii chętnie bym posłuchała tych opowieści. Tak niegdyś były opowieści, czy legendy przekazywane. Niewątpliwie ważna jest tutaj rzeka, której motyw jest bardzo często spotykany w literaturze. Może symbolizować pewną barierę lub przeszkodę, choć w tej publikacji są one nieprzerwanie przekraczane. Inne tłumaczenia są bardzo różnorodne i przeciwstawne względem siebie. Są wśród nich między innymi wtargniecie, niebezpieczeństwo, powódź, strach, strata, łaska boża, zejście do piekieł, wyrocznia, obrona, pomoc, słońce, twórczość, życie, śmierć, płodność, zmartwychwstanie, wytchnienie, odrodzenie, zapomnienie, a nawet upływ czasu. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego o tym wszystkim mówię. Mianowicie te wyjaśnienia symbolu rzeki znajdują swoje odzwierciedlenia w opowiadaniach Artura Justyńskiego. Cechuje je uniwersalność, a zarazem nieszablonowość. Bohaterami są ludzie, którzy w każdym momencie opowieści reprezentują, co innego.

W moim odbiorze wspomniana wcześniej rzeka staje się pewna granicą pomiędzy życiem, a śmiercią, racjonalnym myśleniem, a szaleństwem, trzeźwością, a nietrzeźwością, realizmem, a fantazją, świadomością, a podświadomością…. Tylko po której stronie rzeki się znajdujemy? Różnie to bywa. W każdym z opowiadań jest inaczej, choć sformułowanie zza rzeki może oznaczać, że dzieli nas od opowieści i jego bohaterów pewien dystans, czy odległość. Pokonamy go tylko, jeśli potrafimy sprawnie pływać w głębinach wyobraźni autora. Bohaterami są ludzie z różnych środowisk, co sprawia, że lektura jest niezwykle ciekawa. Za każdym razem inni, unikalni. Poznajemy ich w całokształcie lub fragmentarycznie, zagłębiając się właśnie w ich umysły i serca. Jedno i drugie potrafi nam płatać figle…, a może to świat nam je płata? Oto jest pytanie. Wykreowane światy pełne są zagadek i znaków zapytania – przypominają z początku to, co znamy – to sprawia, że tak łatwo aklimatyzujemy się w fabule. Potem pojawiają się irracjonalne zachowania, zjawiska, które trudno wyjaśnić. Balansujemy na pograniczach snu i jawy. A właściwie, czym właściwie jest sen, który często potrafi być inspiracją? To zlepek tego, co kłębi się w naszej podświadomości, choć niektórzy doszukują się w nim głębszych znaczeń. Te głębsze znaczenia również znajdziemy w opowiadaniach. Spotkamy na kartach Opowieści zza rzeki nie tylko ludzi, ale również stworzenia znane z paranormalnych historii.

Konstrukcja zarówno bohaterów, jak i całych fabuł są trochę nieszablonowe. Odrobinę przypominają światy tworzone przez Stephena Kinga. Przyciągnęła moją uwagę przede wszystkim brutalność tych światów i nietuzinkowość bohaterów. Z czystym sumieniem mogę polecić zbiór opowiadań Opowieści zza rzeki. Wywołuje dreszczyk emocji, lekko się czyta i przyjemnie, choć nie znajdziemy tutaj wielu happy endów. Miłej lektury.