16 maja 2021 Autor Edyta Edis Anonima Rauhut 0

Mordoeta z Pogodna

Spread the love

Mordoeta z Pogodna

Cykl: Prozatorski kącik sówki

Początek września jest deszczowy. Pomimo to Magdzie dopisuje bardzo słoneczny nastrój. Wraca właśnie z wernisażu zorganizowanego przez Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinie. Towarzyszy jej młodsza siostra, Klara, która zastępowała Marcina w roli fotografa. Nagle błyskawica przecina szare niebo i rozlega się grzmot.

– Może wejdziemy do kawiarni na kawę? – Magda napotyka lekko wykrzywioną minę Klary – Ok, wiem, że nie lubisz kawy. Ale pewnie mają gorąca czekoladę…

– Niech będzie – dziewczyna wspina się po niewielkich schodach za starszą siostrą. Prowadzą wprost do lokalu. Gdy zaczyna padać deszcz obie siedzą już przy stoliku, czekając na ciepłe napoje.

– Pamiętasz, jak rodzice mówili nam, że podczas burzy aniołki grają w kręgle i robią zdjęcia? – starsza z dziewcząt spogląda na młodszą rozbawiona.

– Tak, mawia się też, że Tor używa swojego młota – Klara podejmuje temat.

– Albo, że Bozia się gniewa.

– Ciekawe tylko, dlaczego tak dużo się gniewa wiosną i latem. Może klimatyzacja w niebie jej za słabo działa? – obie się roześmiały. W tej samej chwili podchodzi do nich kelnerka i stawia przed nimi parujące napoje.

– Dziękujemy – mówią obie, spoglądając na uśmiechniętą kobietę. W tym momencie dało się słyszeć w torbie Magdy piosenkę Call of The Wid zespołu Die Toten Hosen. Dziewczyna nerwowo grzebie w niej, szukając telefonu.

– Tak, słucham? – odbiera w końcu.

– Cześć, Gustaw z tej strony. Jednak dam radę dzisiaj z tobą porozmawiać. Masz czas? – odzywa się męski głos w słuchawce.

– Ok. Mogę być u ciebie za pół godziny. Odpowiada ci? – nie czekając na odpowiedź zadaje kolejne pytanie – Nie będzie ci przeszkadzało, jeśli będę z siostrą? Zrobi kilka zdjęć do publikacji…

– Jasne, nie ma problemu. W smsie podeślę adres.

– Dobra, w takim razie do zobaczenia!

– Cześć – słysząc pożegnanie ze słuchawki, Magda się rozłącza. Szybko wyjaśnia siostrze, że jeszcze mają jeden materiał do zrealizowania dzisiaj. Dziewczyna nie ma nic przeciwko. Dopiły swoje napoje i ruszyły w kierunku przystanku tramwajowego. Zdążyło się rozpogodzić, a zza chmur wyjrzało słońce.

***

Dojazd do Pogodna zajął Magdzie i Klarze niewiele czasu. Stoją przed wejściem niewielkiego domu jednorodzinnego i dzwonią do drzwi. Dom wygląda na zaniedbany.

– Dzień dobry, rozmawialiśmy przez telefon. Jestem Magda, a to jest Klara – przywitała się, gdy drzwi się otworzyły. Widok młodego, brodatego mężczyzny nie był dla niej zaskoczeniem. Przygotowując się do realizacji tego materiału, znalazła wszystko, co było na jego temat w sieci. Odezwał się do niej pod koniec sierpnia z zapytaniem, czy nie opublikowałaby jego wierszy w Codzienniku Kulturalnym.

– Cześć, wejdźcie – odsuwa się, by zrobić im przejście. Wewnątrz panuje półmrok, a w dodatku jest bardzo zimno, co wywołuje zdziwienie u dziewcząt – Tylko nie zaglądajcie do pomieszczeń na parterze, nie życzę sobie tego, a poza tym panuje w nich bałagan. Oczywiście poza toaletą…Zapraszam na górę.

– Dobrze – ruszają za nim, a do nich podbiega niewielki pies, wesoło merdając ogonem. Ich nozdrza wypełnia dziwny zapach, znajomy, ale nie starsza z dziewcząt nie pamięta, gdzie go czuła. Gospodarz wprowadza je do niewielkiego pokoju na piętrze.

– Siadajcie, napijecie się czegoś? Herbaty? Kawy? – wskazuje stół i trzy krzesła, które znajdują się w centralnym miejscu pomieszczenia.

– Ja poproszę herbaty.

– Ja też.

Gustaw znika za drzwiami. W tym czasie Magda wyciąga z torby dyktafon i notatnik.

– Czułaś ten dziwny zapach? Jakby gdzieś było zepsute mięso… podobny czułam podczas ostatniej porannej wizyty w sklepie z działu mięsnego, tylko tutaj śmierdzi jeszcze mocniej – odezwała się Klara.

– Tak, może Gustawowi popsuła się lodówka, czy coś.

 

***

– Jak to się stało, że wybrałeś takie zajęcie, jak pisanie prozy i poezji? – Magda zerka do swoich zapisków z notatnika i spogląda na Gustawa.

– Zaczęło się od lekcji języka polskiego w podstawówce. Bardzo spodobała mi twórczość Adama Mickiewicza i wielu innych twórców, których się przerabia w szkole. Następnie zacząłem sięgać po teksty literatów z paza podstawy programowej. Wśród nich był Rafał Wojaczek – upija łyk herbaty ze szklanki w koszyczku – Jego twórczość zrobiła na mnie ogromne wrażenie, uważam, że jest ponadczasowa.

– Gdyby on żył i byłaby taka możliwość, chciałbyś go poznać? – dziewczyna kontynuuje wątek, który rozpoczął jej rozmówca.

– Tak, bardzo. Ponadto uważam, że między nim, a mną jest wiele podobieństw – na jego twarzy maluje się duma – Tak naprawdę, to nie wiem skąd biorą się pomysły na moje wiersze. Piszę je jakby w transie i później nic nie pamiętam. Może to schizofrenia? U Rafała Wojaczka podejrzewano tę chorobę. To nas łączy.

– Już jestem – Klara wchodzi do pomieszczenia. Wcześniej wychodziła do toalety. W dodatku wydaje się jakaś bledsza na twarzy.

– Zadebiutowałeś na łamach dodatku kulturalnego do Kuriera Szczecińskiego, jak wspominasz ten debiut? – dziewczyna zmieniła temat. Nie bardzo wiedziała, jak zareagować na rozważania o  zdrowiu psychicznym.

– Tak, umożliwił mi to ówczesny redaktor naczelny. Potem wydałem pierwszy tomik, a następnie zbiór opowiadań. Stare dzieje… – wzrusza ramionami.

– Czy twoim zdaniem poezja obecnie dobrze się sprzedaje, czy raczej jest to niszowa dziedzina literacka?

– Sam nie zarabiam na swojej twórczości literackiej. Gardzę twórcami, którzy z tego się utrzymują. To już nie są artyści słowa, rzemieślnicy. Nie powinni się nazywać artystami.

– Co więc robisz zarobkowo?

– Pracuję w bibliotece.

– Mam wrażenie, że lubisz pracować z książkami, mimo wszystko… i z ludźmi – to raczej bardziej pytanie, niż stwierdzenie.

– Nie nazwałbym tego pracą z ludźmi. Dobrze jest, jak do tamtej biblioteki przyjdą dwie lub trzy osoby w ciągu dnia, a czasem nie przychodzi nikt. Macie ochotę jeszcze na coś do picia? – spogląda na puste kubki dziewcząt.

– Nie, dziękuję – wypowiedziała się tylko Magda, Klara jakoś przycichła.

– Zaraz wrócę – mężczyzna odwraca się do nich tyłem i wychodzi z pokoju.

– Cos się stało? – dziewczyna korzysta z nieobecności gospodarza.

– Zobacz tylko – Klara uruchamia aparat i pokazuje siostrze ekran urządzenia. Na zdjęciu znajduje się pokój, a w nim leżące na wszystkich meblach ciała… psów. Nie w całości. Na brązowym stole leży przecięty na pół owczarek niemiecki. Nieopodal zakrwawiona piła elektryczna. Na szafkach, krzesłach i fotelach łapy, głowy, tułowia, ogony psów różnych ras.

– O, matko – zdołała wydusić z siebie Magdalena. W tym momencie do pokoju wchodzi Gustaw. Klara wyłącza szybko aparat.

– My się będziemy już zbierały – wypala Magda. Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę, że to mogło wzbudzić podejrzenia – Późno już – stara się ze wszystkich sił, by jej głos nie drżał.

– Dobrze. Podeślecie mi materiał do wglądu przed publikacją? – zachowanie dziewczyny chyba jednak nie wzbudziło w nim podejrzeń.

– Jasne – Klara odzyskuje głos – Dziękujemy za gościnę.

Schodzą we trójkę do pogrążonego w mroku przedpokoju. Przypadkowo Magda opiera się o włącznik światła, jak się po chwili okazuje. Gustaw nagle sztywnieje i spogląda za nią. Magdalena mimowolnie się odwraca i patrzy w tę samą stronę. Jej oczom ukazuje się to samo, co wcześniej oglądała w aparacie.

– Nie kupuję mięsa w sklepie. Jestem zwolennikiem polowań, a w mieście tyle bezpańskich psów się pojawia – tłumaczy – Mam nadzieję, że dla waszego dobra to zostanie między nami? – pytanie zabrzmiało, jak groźba. Nie odpowiadały.

– My już musimy iść – powiedziały chórem i rzuciły się do drzwi frontowych. Na szczęście okazały się być otwarte. Wybiegły szybko na ulicę. Gustaw ich nie gonił, ale dopiero nieopodal przystanku przed jednym z budynków Uniwersytetu Szczecińskiego przestały biec.

***

Czekanie na tramwaj dłuży się. Klara i Magda mają cegły w żołądku i zastanawiają się, co dalej począć.

– Dzień dobry, czy mam przyjemność z panią Magdą Konarską i panią Klarą Konarską? Otrzymaliśmy zgłoszenie, że wtargnęły panie na teren domu pana Gustawa Borysewicza – wyrywa je rozmyślań głos policjanta – Komenda Policji w Szczecinie – dodaje, pokazując legitymację służbową.

– Zgadza się, ale nie wtargnęłyśmy, a zostałyśmy zaproszone w celu przeprowadzenia wywiadu – Magda zebrała się na stanowczość w głosie. Po chwili obie opowiadały historię dzisiejszego popołudnia. Pokazały przy tym zdjęcia i pozwoliły funkcjonariuszowi odsłuchać nagrań z dyktafonu.

– To zupełnie zmienia postać rzeczy, zaraz wyślę kogoś do pana Borysewicza. Dobrze się panie czują? – na twarzy policjanta dało się dostrzec troskę.

– Wszystko w porządku, już w porządku… – Klarze drżał głos.

– Prawdopodobnie będą panie jeszcze wzywane w celu złożenia zeznań – uprzedza – Pani Klaro, w pani przypadku będzie konieczna obecność rodzica lub opiekuna prawnego.

***

Policjanci byli tak mili, że odwieźli Magdę i Klarę do domu. Rozmowa z matką nie należała do najprzyjemniejszych, szczególnie dla starszej siostry, która jej zdaniem naraziła młodszą na niebezpieczeństwo. Jednak z drugiej strony może dzięki tej sytuacji ocaleje więcej psów. Materiał o literacie, a raczej mordoecie nadawał się teraz bardziej do rubryki kryminalnej, niż kulturalnej.