20 kwietnia 2021 Autor Edyta Edis Anonima Rauhut 0

Szczecińską treścią błyszczy forma

Spread the love

Szczecińską treścią błyszczy forma

Cykl: Blogowe spotkania literackie

Dzisiaj chciałabym Was zaprosić na kolejne Blogowe spotkanie literackie. Jestem po lekturze zbioru utworów prozatorskich pod tytułem Abordaże szczecińskie, który miałam okazję czytać dzięki uprzejmości szczecińskiego oddziału Związku Literatów Polskich. Autorką jest Krystyna Rodzewicz  – wiceprezes tej organizacji. Publikacja ukazała się w ramach serii: akcent. Uderzyła mnie nie tylko szczecińskość zawarta w tych tekstach, ale również mistrzowska kreacja czasu, miejsca i akcji, a także osobowości bohaterów i narratorów. Więcej opowiem Wam za chwilę.

Krystyna Rodzewicz jest szczecinianką, inżynier budownictwa, poetką, pisarką i członkinią szczecińskiego oddziału Związku Literatów Polskich. Ukończyła studia magisterskie na Politechnice Szczecińskiej i francuskojęzyczne studia podyplomowe Zarządzania Systemami Przemysłowymi. Stypendystka programu Wspólnoty Europejskiej TEMPUS w Lyonie. Publikowała swoje wiersze, reportaże, wywiady i opowiadania w licznych periodykach i antologiach. Ma na koncie tom poezji Indeks Szczęścia, tom prozy poetyckiej Na północ od Bieguna Północnego, powieść Pytania z głębi oraz zbiory prozatorskie Europo… Europa! i Abordaże szczecińskie.

Już zgłębiając biogram autorki, widać, że lubi ona zmieniać formy, a nawet się nimi bawić oraz modyfikować je. Tytuł brzmi Abordaże szczecińskie. Słowa abordaże w swojej twórczości autorka użyła już w poprzedniej publikacji (Europo… Europa!). Tym razem jednak w jednym ze swoich utworów wyjaśnia, czym one są, a właściwie czym są dla niej. Zaznacza, że słowa tego używano od wieków, jako walki na morzu. Podaje też pochodzenie tego słowa od francuskiego czasownika aborder. Wymienia takie znaczenia, jak: zmierzyć się, zbliżać się, zwracać się do kogoś, zagadnąć kogoś, poruszyć temat, atakować, czy uderzyć na kogoś, przybić do brzegu, a nawet wziąć zakręt. Co to ma wspólnego z tekstami Krystyny Rodzewicz? Powiedziałabym, że wiele. Mierzymy się w tych utworach z wieloma tematami, czy środowiskami. Zbliżamy się do nich nie tylko po to, by je poznać, ale również w pewien sposób wywierać wpływ na własne spojrzenie pośród przeszłości, teraźniejszości, a nawet przyszłości. Towarzyszą nam przy tym bohaterowie, czy narratorzy, których wykreowała pisarka. Nie jesteśmy w tej podróży samotni i w samotności nie dobijamy do brzegu. Zajmujemy lądy, statki i przestrzenie literackie, by na zawsze pozostały w naszej pamięci. Pomimo to, że są to abordaże, rozlew krwi nam nie towarzyszy. Nazwałabym te teksty obyczajowymi, podróżniczymi, przy czym podróżujemy głównie po przestrzeni naszego miasta, choć zdarzają się dalsze wypady. Znajdzie się też tutaj sztuka, literatura, czy nawet filozofia.

W tytule wyraźnie zaznaczone jest, że są to abordaże, ale jakie? Nie inne, tylko szczecińskie. Sama redaktorka serii: akcent, Róża Czerniawska-Karcz rozpoczyna swój wstęp słowami: Już dawno nie czytałam tak szczecińskiej książki. (…). Tutaj muszę przyznać jej rację. Często poruszany jest temat szczecińskich ulic, krajobrazów, wydarzeń, które się tu odbywają lub odbywały. Razem z bohaterkami i narratorkami czytelnik ogląda Szczecin i poznaje. Oczywiście nie mamy tu do czynienia z wyidealizowanym obrazem tej aglomeracji. Krystyna Rodzewicz pokazuje zarówno jego zalety i piękno, jak i wady i nieco mniej reprezentacyjne miejsca. Oczywiście Miasto Gryfa – jak nazywa je autorka – to nie tylko budownictwo, miejsca i atrakcje, ale również ludzie.

Bohaterowie zaprezentowani w utworach skrajnie się od siebie różnią: ludzie zajmujący się budownictwem, skazańcy, artyści, aktorzy, pisarze, bezdomni, poeci, społecznicy, ludzie ze środowiska akademickiego i nie tylko. Ta różnorodność nie tylko poznajemy charakterystykę pewnych osobowości, ale także zaznajamiamy się z różnymi środowiskami oraz ich wygodami i problemami. Los nie zawsze się do nas uśmiecha w życiu prywatnym, osobistym, czy twórczym.  Wszystko zależy, w którym momencie naszej egzystencji się znajdujemy. W abordażach Krystyny Rodzewicz znajdziemy też codzienność, która jest dla każdego inna, przez co ciekawa. Nie zabrakło też wątku pandemii koronawirusa.

Wspomniałam na początku o formie, która jest niezwykle różnorodna. Znajdziemy tutaj felietony, recenzje, reportaże, opowiadania, dziennik, a nawet utwór dramatyczny. Te gatunki niekiedy mieszają się ze sobą. To czyni lekturę czasami nieprzewidywalną. Tym bardziej wywołuje to w czytelniku ciekawość, co znajdzie się na następnych stronach Abordaży szczecińskich. Takie lawirowanie pomiędzy formami sprawia również, że czas spędzony nad książką nie jest monotonny. Co kilka stron zmieniamy otoczenie literackie i sposób prezentacji tego, co autor miał na myśli. To również wzbogaca świat wewnętrzny bohaterek. Właśnie to zwróciło moją uwagę na samym początku i miło zaskoczyło. Narratorki często informują nas nie tylko o tym, co widzą, słyszą i czują, ale również, jak to postrzegają i co o tym myślą. Często pojawia się ironia, a nawet poczucie humoru. Zapewne wynika to z form, o których już wspomniałam, ale warto zwrócić na to uwagę.

Lekturę książki Abordaże szczecińskie wspominam bardzo miło – była niezwykle różnorodna, co sprawiło, że wzbudzała we mnie bez przerwy ciekawość. Czytało się szybko – powiedziałabym nawet, że aż za szybko. Skłaniała też do refleksji. To publikacja, w której fakty mieszały się z fikcją, tworząc spójna całość. Z czystym sumieniem mogę polecić te pozycję książkową z serii: akcent, ponieważ tutaj szczecińską treścią błyszczy forma. Życzę miłej lektury.